Bonin późnym popołudniem…

Bonin przyciągał mnie od kiedy pamiętam. Miałem tu ciotkę, do której jeździłem z mamą tramwajem z pętli na Piątkowskiej. Podobało mi się w tym fyrtlu to, że jest trochę jakby na uboczu. Mało aut, dolina Wierzbaka, dominujący kościół pw. Św. Stanisława Kostki (choć to niby Winiary już). Bawiłem się nawet kilka razy za młodu w pobliskiej harcówce na przebieranych imprezach.

Ponownie wybrałem się na spacer po Boninie. Sentymentalny spacer. Zacząłem co prawda owy spacer od Sołacza i na Bonin przywędrowałem odrobinę później. Robiło się już szaro i buro, brakowało statywu, w brzuchu burczało. Ale było miło. Zatem teraz Bonin, a na Sołacz jeszcze wrócę.

Może ktoś z Was ma jeszcze w albumach rodzinnych stare zdjęcia Winiar, Bonina?

2 myśli nt. „Bonin późnym popołudniem…

    • wiem wiem, taki bałagan zrobił się na poczatku, kiedy kombinowałem z opisami. Niestety chyba tego nie ogarnę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *